Blisko z psem
Bardzo często, gdy wołam moje psy, używam zwrotów „dzieciaki”, „dziecko”, np. „Dzieciaki, idziemy”, „Dziecko kochane, zostaw te śmieci”. Ba, używam też tych zwrotów wobec mojego syna i wobec całej gromady psio-ludzkiej, łącznie z mężem. I nie uważam, że to może kogoś urazić – wyraz „dziecko” oznacza ogólnie niedojrzałe zwierzę, nie jest zarezerwowane tylko dla ludzi.
Mity, kontrowersje i szkody
Ubieranie psa
Niektóre psy potrzebują ubrań. Naprawdę. Są psy o krótkiej sierści i/lub bez podszerstka, czyli bez swego rodzaju warstwy ochronnej i termoizolacyjnej (np. maltańczyk, whippet, buldog francuski, chart afgański), są psy chore (np. z zaburzoną termoregulacją ciała, wychudzone, ze znaczną utratą sierści, ze skórą wrażliwą na poparzenia słoneczne), seniorzy i juniorzy. Nie można porównywać dwóch różnych psów do siebie, dwuletni husky będzie miał inne podejście do mroźnej zimy od piętnastoletniego yorka. Tak samo jak inne podejście będzie mieć ludzki ośmiolatek i sześćdziesięciolatek.
I to nie dotyczy tylko psów rasowych – kwestia budowy sierści dotyczy wszystkich psów.
Czyli co, psy powinny chodzić w sukienkach balowych? Nie do końca. Ubrania dla psów powinny być funkcjonalne, dopasowane i niekrępujące ruchów. Mają chronić przed szkodliwymi czynnikami atmosferycznymi i nie utrudniać psu codziennych czynności. Nie muszą być szare, bure i ponure. To może być różowa kurteczka w brokatowe jednorożce czy matowy płaszczyk w trupie czaszki. Byleby takie ubranie spełniało swoją funkcję – chroniło psa. Poliestrowy twór z samych cienkich falbanek może jedynie podrażnić delikatną psią skórę. Podobna sprawa to elementy metalowe – podobnie jak metalowe obroże w mroźne dni mogą prowadzić do odmrożeń przy kontakcie ze skórą.
Dobrze byłoby, aby ubranie dla psa miało jakiś element odblaskowy – to kwestia bezpieczeństwa. A przede wszystkim: niech ubranie chroni psa. Gustowny serdaczek, nawet jeśli wydziergany własnoręcznie przez opiekuna z poświęceniem i miłością, z ekologicznej bawełny czy merino, nie ochroni psa podczas rzęsistego deszczu.
Dziwne, przekombinowane ubrania, z mnóstwem zwisających, odstających czy szeleszczących elementów, mogą też wywołać reakcję stresową lub lękową u psa. Pies ma o wiele lepszy słuch od człowieka, więc wszelkie szelesty i dzwoneczki mogą zwierzaka denerwować, irytować lub wystraszyć. Pies w ubraniu może też zdenerwować lub wystraszyć innego psa i przez to sprowokować zachowanie agresywne. Dlatego lepiej, aby nie rzucało się ono w oczy i nie było udziwnione – np. odstające elementy mogą zostać odczytane jako nastroszona sierść, czyli groźba. Nie powinno też zasłaniać uszu i ogona, które to odpowiadają w dużej mierze za komunikację mową ciała u psa.
Może ktoś powie – ale te śmieszne ubranka to tylko na chwilę, do fajnego zdjęcia! To nie problem, o ile pies jest przyzwyczajony do noszenia ubrań i nie sprawiają mu dyskomfortu, a tym bardziej bólu.
Pamiętajmy, że pies to nie lalka ani błazen, zasługuje na szacunek i respektowanie granic, również cielesnych.
Podsumowując: niektóre psy potrzebują ubrań ze względów zdrowotnych. Ale przebieranie psów tylko dla ozdoby jest narażaniem psa na co najmniej dyskomfort i po prostu jest całkowicie zbędne.
Wożenie w wózku
Chyba najczęściej krytykowany widok: pies wieziony w wózku dziecięcym czy w małej przyczepce. Wzbudza to oburzenie, śmiech, nieprzyjemne komentarze, spojrzenia z politowaniem – pies to pies, powinien chodzić na swoich łapach, wąchać, wytarzać się w padlinie! Cóż, wielu opiekunów pchających taki wózek naprawdę chciałoby, aby ich pupil pobiegł sam i wytarzał się w czymś. Pies wieziony w wózku najczęściej jest psem, który nie może chodzić sam w ogóle lub na długie dystanse. Psy chore, starsze, sparaliżowane, po operacjach, niepełnosprawne – przewiezienie w wózku jest ich szansą na dojechanie do parku czy lasu i powąchanie kilku kępek trawy, poczucie pod łapami lepkiego, chłodnego błota, a nie tylko dywanu i paneli w domu. Jest ich szansą na zobaczenie, usłyszenie, powąchanie świata wokół.
Ale! Jeśli ktoś wozi zdrowego psa w wózku, to jest to stosowanie przemocy psychicznej poprzez ograniczanie wolności i swobody oraz uniemożliwianie spełniania potrzeb gatunkowych. Wożenie psa w wózku jest jak wożenie człowieka na wózku inwalidzkim – dla chorej osoby to szansa na życie poza czterema ścianami, ale dla zdrowej osoby to po prostu przemoc i krzywda.
Podsumowując: wózek powinien być pomocą dla chorego psa, a nie wygodą czy źródłem śmiechu dla opiekuna zdrowego psa.
Noszenie w torebce
Sytuacja nieco podobna do powyższej. Pies może być przenoszony w torbie – specjalnej torbie transportowej – gdy sam nie może iść, np. jest chory, niepełnosprawny, jest przewożony komunikacją miejską, wchodzi z opiekunem do sklepu, jest w podróży (na krótkie dystanse, na dłuższe używa się transporterów lub specjalnych klatek). Torba powinna być bezpieczna, z mocnym paskiem i usztywnionym dnem, a przy tym wygodna dla psa, dopasowana do jego wielkości, z dobrą wentylacją. Na rynku dostępne są modele w różnych kolorach i z różnych materiałów, można wybrać taką torbę, która będzie się podobać również opiekunowi. Absolutnie nie powinno przenosić się psa w zwykłej torebce, choćby nie wiem jak dużej, markowej i porządnie zrobionej! Torebka na rzeczy osobiste czy na zakupy nie jest dostosowana do przenoszenia tam psa. Nie ma odpowiedniej wentylacji i amortyzacji, nie jest odporna na psi ciężar i psie zęby. A przede wszystkim noszenie psa jak gadżetu w torbie jest zwykłą przemocą i odbieraniem psu jego praw jako istoty żywej i czującej.
Podsumowując: pies to nie rzecz, żeby go nosić w torebce. Do transportu psów używa się specjalnych toreb transportowych.
Pieluchy
Istnieją pieluchy dla psów, inne dla samców, inne dla samic (względy anatomiczne). Te produkty powinny być stosowane wyłącznie w sytuacji, gdy pies nie kontroluje oddawania moczu, co zdarza się podczas choroby, po zabiegach w znieczuleniu ogólnym, w podeszłym wieku. Nie stosuje się ich na co dzień, tak jak nie stosuje się pieluch u zdrowych ludzi umiejących kontrolować swoje potrzeby fizjologiczne. Nie są one środkiem do treningu czystości, nie mogą zastępować spaceru z psem. Psy również chcą zachować higienę, chodzenie w pieluszce, szczególnie mokrej pieluszce, jest źródłem dużego dyskomfortu, jest też po prostu upokarzające dla psa.
Podsumowując: pieluchy stosujemy tylko u psów, które nie trzymają moczu.
Dziwactwa czy normalność?
Niektóre kwestie związane z psami (ale nie tylko) mogą wzbudzać u części ludzi zdziwienie, śmiech i niedowierzanie. Pies chodzi do fryzjera, dietetyka, psychologa??? Upadek obyczajów!
To, co dawniej można było uznać za przejaw ekscentryzmu, obecnie raczej nie szokuje. A na pewno nie powinny szokować:
Badania profilaktyczne – badania krwi, moczu, USG jamy brzusznej, echo serca.
Wizyty stomatologiczne – przegląd uzębienia, usuwanie kamienia nazębnego, ekstrakcje zębów.
Uwaga: zabiegi stomatologiczne powinny być przeprowadzane tylko przez lekarzy weterynarii, pod narkozą. Choć wiele salonów groomerskich oferuje czyszczenie zębów, to nie polecam korzystać z takich ofert. Fryzjer czy kosmetyczka to nie dentysta. Zęby to nie kwestia kosmetyczna, tylko zdrowotna. Ludzie też chodzą na zabiegi stomatologiczne do dentysty, a nie manikiurzystki. Tym bardziej że nie bez powodu w gabinecie weterynaryjnym stosowana jest pełna narkoza – zabiegi dentystyczne (a zdejmowanie kamienia jest takowym) mogą być bolesne, na pewno zaś wywołują reakcję stresową.
Mycie zębów – szczoteczką/gazikiem i pastą. Gryzaki czy karma sucha nie czyszczą zębów. Myjemy zęby, aby były, cóż, czyste. Nie myje się zębów jedzeniem 😊
Konsultacje dietetyczne – jedzenie to istotna kwestia w psim życiu, czasem potrzebna jest pomoc w odpowiednim żywieniu.
Konsultacje behawioralne – dobre samopoczucie i nastrój są niezwykle ważne tak dla psa, jak dla człowieka.
Groomer – kąpiel, strzyżenie. Ot, higiena i estetyka.
Konsultacje fizjoterapeutyczne – nie tylko ludzie mają układ kostny, mięśniowy, nerwowy. Psa też mogą boleć plecy, kot też może cierpieć po kontuzji łapy.
Petsitter lub hotel dla psów – czasami człowiek potrzebuje pomocy w opiece nad psem, gdy sam nie może psa nakarmić czy wyjść z nim na spacer (chociażby podczas poważniejszej choroby lub wyjazdu).
A kiedyś to…
Kiedyś uważano, że miejsce psa jest przy budzie, obok była miska z resztkami z obiadu, czasem woda. Pies miał pilnować gospodarstwa. Był narzędziem, żywym alarmem. Podobnie jak kiedyś uważano, że kobieta jest od rodzenia dzieci i zajmowania się domem, bycia pokorną służką. Kiedyś uważano, że mężczyzna musiał być twardy, nie okazywać słabości, nie rozmawiać o problemach i dźwigać na swoich barkach ciężar całego domu. Kiedyś uważano, że dzieci powinny być ciche, grzeczne i posłuszne, pojawiały się na świecie, aby być pomocą dla rodziców, nie miały swojego zdania, a metody wychowawcze opierały się na przemocy psychicznej i fizycznej. Teraz czasy się zmieniły. Wiemy, jak szkodliwe, krzywdzące i błędne były tamte przekonania. Niestety, nadal zdarzają się przypadki takiego traktowania ludzi i zwierząt. Co nie oznacza, że tamte przekonania i metody były dobre! Dawniej wiele chorób leczono poprzez upuszczanie krwi, ale jakoś nie słychać obecnie, aby zachwalano leczenie grypy krwotokiem.
Kiedyś to było kiedyś. Tysiąc lat temu, sto lat temu i wczoraj. Kiedyś psy żyły i umierały. Żyły dłużej, krócej, były bardziej i mniej szczęśliwe. Dokładnie tak jak teraz. To, co się zmieniło, to stan naszej wiedzy o zwierzętach, nie odmawiamy im już prawa do bycia podmiotem, a nie przedmiotem, nauka o zwierzętach ciągle się rozwija. Wiemy więcej, postępujemy mądrzej i z większą empatią. To nie jest upadek obyczajów. To rozwój.
Podsumowanie
Czy starszy psiak, ubrany w ciepły płaszczyk, wieziony w wózku jesienną porą na echo serca to wymysł, przesada i zastępowanie dziecka psem? Nie. To opiekowanie się chorym, potrzebującym zwierzęciem, które „puszczone luzem jak normalny pies” będzie jedynie próbowało przetrwać, bez krzty komfortu i szczęścia.
Ale zdrowa roczna chihuahua wystrojona w brokatową sukienkę w środku lata i wsadzona do równie brokatowej torebki zakupowej będzie ofiarą przemocy.
Czasem opieka nad psem wygląda jak opieka nad dzieckiem. Ale nie róbmy z psów dzieci. Bo jedyne, co może się z tego, nomen omen, urodzić – to psie problemy psychiczne.
Źródła:
https://wsjp.pl/haslo/podglad/119145/psiecko
https://wsjp.pl/haslo/podglad/5040/dziecko/2574903/zwierze
https://dictionary.cambridge.org/dictionary/english/fur-baby
https://dobryslownik.pl/slowo/petsitter/225133/
https://www.animal-expert.pl/artykul/ubranka-dla-psow-moda-czy-koniecznosc
Autor: Agata Opalach
Ludzie mają wiele wspólnego z psami. Całkiem sporo zachowań, potrzeb, mechanizmów psychologicznych działa podobnie albo tak samo. Tylko że jak z wszystkim – trzeba zachować umiar, bo udusić można też miłością i dobrymi chęciami.
Pies to nie człowiek
Nie od dziś istnieje problem ze złym traktowaniem zwierząt. Popadanie w skrajności nie jest dobre w żadną stronę – ani uczłowieczanie psa, ani traktowanie go jak dzikiego wilka. Pies to pies, człowiek to człowiek, wilk to wilk, ani pies, ani człowiek, ani wilk nie są przedmiotami (chyba że mówimy o pluszakach). Koniec, kropka. Mamy ze sobą mniej lub więcej wspólnego, bo wszyscy jesteśmy istotami żywymi.
Pies to inny gatunek, część potrzeb ma podobnych do ludzi, część całkiem innych. Samo porównywanie psich zachowań do zachowań ludzi (i odwrotnie) nie jest niczym złym, dzięki takim porównaniom często łatwiej nam zrozumieć pewne sytuacje i motywacje.
Ale traktowanie psa jak ludzkiego dziecka jest tak samo złe jak traktowanie ludzkiego dziecka jak psa. Brzmi skandalicznie? I takie jest.
Psieologizmy wszelakie
Ostatnio powstało całkiem sporo określeń na zwierzęta domowe. Przyznam, że lubię te określenia z czysto językowej strony – mam słabość do gry słów, ciekawych neologizmów i kreatywnych wygibasów językowych.
Co może być zaskakujące, słowo „psiecko” istnieje w Wielkim Słowniku Języka Polskiego z definicją „pies trzymany w domu, traktowany przez właściciela jak pełnoprawny członek rodziny”. Podobnie angielskie określenie fur baby (‘futrzaste dziecko’), które można znaleźć w Cambridge Dictionary z definicją „a pet, especially one that someone treats with a lot of love and kindness, as if it were a baby” (tłum. ‘zwierzę domowe, w szczególności traktowane z miłością i życzliwością jak gdyby było dzieckiem’). Zresztą nie trzeba szukać daleko – od kilkunastu lat znane jest określenie „petsitter”, które powstało po prostu z połączenia wyrazów pet (ang. ‘zwierzę domowe’) i babysitter (ang. ‘opiekunka do dziecka’).
Kto wymyślił wszystkie te neologizmy, by nie rzec: psieologizmy – nie wiadomo dokładnie. Psynek, psórka, psia mama, psi tata, adopciny, angielskie dog mom, dog dad, dog parenting i wiele, wiele innych to po prostu wytwór ludzkiej kreatywności i dowód na ciągły rozwój języka, który dostosowuje się do potrzeb użytkowników. Nie ma na coś określenia – to się wymyśli lub zapożyczy. I bardzo dobrze, bo język jest przede wszystkim od komunikacji, podziwianie jego urody jest na drugim miejscu.
Od jakiegoś czasu można zauważyć falę negatywnych emocji w stosunku do osób używających powyższych zwrotów, szczególnie bezdzietnych osób mających w domu psa/kota/chomika/itp. Dlaczego? Nie do mnie to pytanie.
Nie będę się tu zagłębiać w te obszary, ponieważ to nie jest miejsce na rozważania na tematy ludzkiej demografii, socjologii, religii, polityki. Ale udziecinnianie psów to przede wszystkim czynnik wywołujący u nich problemy behawioralne.
Ta strona została stworzona w kreatorze WebWave.